Teraz ROCK…
29 11 2008Z Robertem Brylewskim jest trochę jak z Lechem Wałęsą. Wiele można mu zarzucić, ale nie sposób zakwestionować jego pomnikowej roli w historii. W przypadku Brylewskiego – oczywiście w historii naszego rocka… Dlatego każda nowa inicjatywa mistrza siłą rzeczy musi wywołać – nomen omen – „szum” (52UM). Tym bardziej, że mistrz co najmniej od czasów legendarnego już Falarka nie błysnął niczym, co oparłoby się próbie czasu, a i nowe przedsięwzięcie – już na pierwszy rzut oka – prezentuje się doprawdy imponująco.
52UM to nieformalna grupa artystów określana jako wojownicy głębokiej ekologii, undergroundowy ruch artystyczny, punkrockowy cyrk, ale też i mała drużyna kolarska – czytamy na internetowej stronie projektu. W ciągu paru lat luźnych jamów przez szeregi owej dowodzonej przez Brylewskiego, Pawła Bogocza i Konrada Januszka drużyny przewinęło się blisko 40 osób, wśród których znaleźli się m.in. Marcin Macuk, Artur Hajdasz czy kumpel Bryla z Brygady Kryzys, Tomek Lipiński.
Efektem tych muzyczno-interpersonalnych machinacji jest trzypłytowe multimedialne wydawnictwo, zapakowane w efektowny, wysmakowany plastycznie digipack. Na pierwszym CD znajdziemy kilkanaście nowych piosenek, składających się na właściwy album, druga płyta zawiera kolekcję taneczno-dubowych remiksów kilku z nich (poszerzoną o nową wersję Wolnego narodu z repertuaru Izraela), trzecia natomiast (w formacie DVD) to zbiór klimatycznych, undergroundowych klipów, stanowiących wizualny komentarz Pawła Bogocza do równie klimatycznej muzyki zespołu. A ta znakomicie lokuje się w wielotorowym procesie artystycznej ewolucji lidera. W rozedrganych, pozornie niedbałych kompozycjach słychać zarówno wyraźne echa zimnego, postpunkowego Falarka, jak i podskórną jamajską pulsację znaną z dokonań Izraela czy ostatnich solowych poczynań Bryla. Obok rzeczy wyrastających wprost z korzeni punkowych (Toniemy, Glood czy zaśpiewany przez Martynę Załogę Żart Nensi) mamy tu mnóstwo transowej psychodelii, często wspartej zapętlonym, tanecznym rytmem (Powtarzam, Niemamczasu, Outside), pobrzmiewają też jakieś echa nowej fali (Friend) czy – zwłaszcza pod koniec płyty – alternatywnej, pokręconej balladowości (Leniwy, Łagodny szum). A wszystko to mocno podlane wyrazistym, dubowym basem i cyberetnicznymi klimatami spod znaku, powiedzmy, Asian Dub Foundation (Getto, Global).
Mocno to wszystko eklektyczne, chwilami nierówne (najmniej przekonująco wypadają partie wokalne), ale na pewno intrygujące i wciągające. Brylewski potrafi wydobyć ze swojej gitary zarówno przestrzenne plamy dźwiękowe, jak i całkiem zgrabne, surowe melodie, a dopracowana, pseudogarażowa produkcja idealnie oddaje nastrój kompozycji. Podobnie zresztą jak bardziej medytacyjne niż buntownicze teksty, w większości przypadków sprowadzone do kilku powtarzanych jak mantra wersów-haseł w rodzaju opuść Babilon (Powtarzam) czy Prawdziwe getto jest w nas (Getto).
Mistrz ewidentnie wraca do formy. Nic, tylko się cieszyć.
MAREK ŚWIRKOWICZ
