Robert Brylewski
04 10 2008

Gazeta Krakowska “To samo przesłanie”
Pod nazwą 52UM (czytaj: szum) ukrywa się nowy projekt Roberta Brylewskiego.
Rozmawialiśmy z nim o debiutanckiej płycie formacji.
- 52UM to właściwie nie zespół, ale kolektyw artystów reprezentujących
różne dyscypliny sztuki. Jak doszło do Waszego spotkania?
- Kilka lat temu próbowałem założyć w Warszawie nową grupę z
Konradem Januszkiem, na co dzień chirurgiem, a w wolnym czasie nowofalowym
muzykiem. Udało nam się to dopiero wtedy, gdy nasz przyjaciel –
muzyk i filmowiec Paweł Bogocz – skontaktował nas ze śląskim
undergroundem. Wspólnie zaczęliśmy rozwijać pomysły zarejestrowane
przeze mnie i Konrada. Paweł dokonywał selekcji materiału i zatrudniał
konkretnych muzyków. Praca trwała w sumie pięć lat.
- Jak tworzyliście kompozycje na płytę?
- Tego się nie da opisać (śmiech). Kilka utworów powstało w domowych
warunkach – na komputerze. Inne rodziły się na próbach podczas
wspólnego improwizowania. Zalążkiem jednej piosenki były znalezione
gdzieś w Internecie ciekawe sample, a drugiej – energetyczny riff gitarowy.
Mieliśmy mnóstwo nagrań, które ostatecznie musieliśmy poddać ostrej
selekcji.
- Skąd pomysł, by album z premierowymi utworami uzupełnić o płyty z
remiksami i teledyskami do poszczególnych utworów?
- To pomysł Pawła. Ponieważ jest cenionym autorem wideoklipów,
mającym na swym koncie „Fryderyki” i „Yachy”, zdecydował, że
zrealizujemy kilkanaście wideoklipów do piosenek z płyty. Pojawili się w
nich m.in. Tymon Tymański, Jacek Poniedziałek czy Krzysztof Siwczyk, znany
z roli Rafała Wojaczka w filmie Lecha Majewskiego. Potem Paweł zaprosił do
współpracy znajomych didżejów. Wśród nich znaleźli się dwaj laureaci
prestiżowej nagrody Red Bull Music Academy – DJ Electrojac i DJ Cybuch.
Napłycie pojawia się dawnakompozycja Izraela –„Wolny naród” –wnieco
zmienionej wersji jako „No Regime”. – Konrad i Paweł to ludzie młodsi
ode mnie o jakąś dekadę. Ale podobnie jak ja, chcą wyrazić bunt wobec
zastanej rzeczywistości. Izrael śpiewał niegdyś „Wolny naród”,
adresując tekst utworu do komunistycznych władz Peerelu, a 52um wykonuje
„No Regime” na koncertach dedykowanych walce Tybetu o niepodległość.
Czasy się zmieniły – pragnienie wolności w różnych miejscach na Ziemi
pozostało to samo.
- No właśnie. W otwierającym płytę nagraniu – „Powtarzam” –
w autoironiczny sposób podkreślasz, że Twoja muzyka od 30 lat niesie
właściwie to samo przesłanie.
- Moja świadomość ukształtowała się w latach 80. Wtedy
najważniejsze było wyrażanie sprzeciwu wobec wszechobecnego systemu
zniewalającego jednostkę. Dzisiaj buntujemy się przeciw totalnej komercji
i konsumpcji. Wiadomo – czym skorupka za młodu nasiąknie… W piosence
„Ready” śpiewacie o jednym z Waszych przyjaciół, który popełnił
samobójstwo.
- Czy nie uważasz, że typowa dla punkowej subkultury afirmacja anarchicznej
wolności prowadziła zbyt często do takich autodestrukcyjnych zachowań?
- Wielu moich przyjaciół już odeszło z tego świata. Przyczyną były
zawsze narkotyki, alkohol lub nadwrażliwość. Niestety, powierzchowne
traktowanie anarchistycznych idei sprawiało, że niektórzy pozwalali sobie
na zbyt wiele i podejmowali niebezpieczne eksperymenty. To prowadziło
do obłędu. Dla mnie anarchia to dojrzałość do życia bez władzy,
bez autorytetów, bez systemów i bez bogów. Choć szczerze przyznam,
że nie jestem wolny od uzależnień – choćby od palenia.
- Zawsze walczyłeś z wszelkimi uprzedzeniami. Teraz z goryczą stwierdzasz
w jednym z utworów, że „Podziały są w nas”.
- Zrozumiałem, że człowiek nie może w pełni uwolnić się od wszelkich
uprzedzeń. To nieosiągalne – jak absolutna wiedza czy absolutna prawda. Ale
ważne, aby się starać. Przecież dążenie do bycia lepszym człowiekiem
nadaje sens naszemu życiu.
Rozmawiał: PAWEŁ GZYL
