Paweł Bogocz
03 10 2008

infilm.pl
W światowej branży muzycznej powiało strachem - coraz więcej zespołów obywa się bez firm fonograficznych - udostępniając swoją twórczość w internecie bez ich pośrednictwa. Amerykański hip-hop, czy brytyjska muzyka gitarowa - jak świat długi i szeroki udostępniane przez samych artystów piosenki w formacie mp3 - można legalnie ściagać z sieci. Pierwsze symptomy tego zjawiska pojawiają się także w Polsce, na razie tropem Radiohead czy Nain Inch Nails poszła multigeneracyjna grupa 52UM (czyt.:szum). Debiutancki album zespołu w bardzo atrakcyjnej cenie można sciągnąć prosto z ich strony www.52UM.pl. Trzypłytowy album tego zespołu moze i jest debiutancki, ale już muzycy grupy 52UM debiutantami nie są. Za tą bowiem tajemniczą nazwą ukrywają sie “weterani” polskiego rocka alternatywnego lat 80-tych z legendarnym Robertem Brylewskim na czele. InFilm ma okazje porozmawiać z kolejnym filarem zespołu - Pawłem Bogoczem - skądinąd znanym niezależnym filmowcem ktory obok Brylewskiego-ojca polskiej alternatywy i chirurga(!) Konrada Januszka - decyduje o charakterze i kierunku dzialania tej kilkudziesięcioosobowej grupy artystów.
- Czy to nie jest zbyt pochopna jak na polską specyfike decyzja, aby upowszechniać swoją muzyczną twórczość odpłatnie przez internet?
- Że niby zje nas piractwo? Hmm, nasz album 2cd/dvd można kupić w Empiku jako takie, powiedzmy, wydawnictwo “de luxe” za +- 50 zł, i to nie jest zbyt dużo jak na album trzypłytowy. Mam jednak świadomość, że nie każdego fana rockowej muzyki stać nawet na taki wydatek - to właśnie dlatego postanowiliśmy za znacznie mniejsze pieniądze stworzyć szanse na legalne nabycie albumu, najwygodniej jak to wogóle możliwe, bo przez net, prosto z www.52UM.pl … Płyta z piosenkami kosztuje z serwera pare złotych, można pobrać też projekt okładki do wydrukowania, czy nawet wystylizowaną naklejkę na krążek. Młodzi ludzie ciagną muzykę z sieci i to jest dla mnie zrozumiałe. Wygoda i szybkość dostępu jest nieporównywalna z czymkolwiek innym, a znalezienie albumu w sieci www równie banalne jak numeru telefonu straży pożarnej. Środowisko w jakim się obracamy doskonale zdaje sobie z tego sprawe, że album powstał za nasze własne pieniądze. Komunikat na ten temat puściliśmy w świat jeszcze przed premierą albumu. Efekt jest taki, że mimo tego, że płyty innych, komercyjnych wykonawców są do nielgalnego ściagnięcia z sieci dzień po premierze - nas nikt nie piraci… Poprostu tego robić nie wypada…
W zasadzie przyszłość branży muzycznej tkwi wyłącznie w sprzedaży internetowej - nie ma od tego odwrotu na całym świecie. Za moment bedzie tak samo z produkcjami filmowymi, już teraz 17 wideoklipow 52UM do odtworzenia na ipodzie, czy kompie, można sciagnąć prosto z www.52UM.pl, to też pewnego rodzaju innowacja w Polsce.
- Jestes laureatem kilku znaczących nagród, także “Fryderyka” - nagrody polskiego przemysłu fonograficznego, branża jednak do tej pory kojarzyła cię raczej z produkcją, czy reżyserią muzycznych wideo, ale nie z samą muzyką…
- Zona nominowanego do Oscara kolegi, powiedziała mi, że z nagrodami jest jak z hemoroidami-predzej czy póżniej kazda D… cos dostanie, hahaaa.Ale powżnie rzecz biorąc to ja jestem dzieckiem głuchego, być może właśnie dlatego mój ojciec - choć nie było go w życiu stać np.na coś tak banalnego jak samochód - miał zawsze kase na nauczyciela muzyki dla swoich dzieci, czy na dobry instrument. Chyba podejżewał, że dźwięk to coś naprawde ważnego w życiu każdego człowieka… Cieszę się, że dzięki temu czytam nuty, że zrozumiałem tą subtelną różnice pomiędzy muzyką a matematyką… Napewno zainteresowania muzyczne mają wpływ na moją prace przy projektach filmowych. Montażysta bez poczucia rytmu nie ma ze mną żadnych szans… Profesor Bułkowska która uczyła mnie muzyki już jako nastoletniego punkrockowca - miała świadomość, że nie chce mi się już ćwiczyć Bacha - więc wciągnęła mnie (na przykładzie zresztą owego Bacha) w sporą przygodę teoretyczną. Grałem dwa dźwięki w zgrzytliwych punkowo-awangardowych składach, ale miałem też spore pojęcie o konstrukcji poszczególnych tonacji, skal, akordów. Potem odkryłem Coltrane”a, Mingusa, Colemana i tak to od 20 lat interesuje się tak naprawdę przedewszystkim muzyką improwizowaną. W aucie mam zawsze zestaw piosenek, ale też troche takich “kopniętych” - Sonic Youth, Tom Waits, Apteka… Jako filmowiec nie mam raczej skłonności do improwizowania, realizacja filmu bliższa jest raczej konstruowania domu, w muzyce jest zdecydowanie więcej swobody twórczej.
- Ależ album 52UM to znakomicie uszyte, charakterne, może i troche chropowate, ale - piosenki! Nie mają nic wspólnego z improwizacją!
- Och, jest tam sporo improwizowanego szaleństwa, choć musze zaznaczyć, że jako producent tych nagrań miałem pewnie duży wpływ na to co wypuściliśmy w świat, ale nie mniej istotny wkład autorski miał też Robert Brylewski i przedewszystkim Konrad Januszek. To moi przyjaciele i współpracownicy, świetnie nam się poprostu robota “cisnęła” do przodu… Ciesze się, że udało nam sie zdobyć na zespołową prace - bo to zespół o bardzo dużym potencjale. Te wszystkie piosenki są pewnego rodzaju wypadkową naszych osobowości, bardziej nawet niż jakichś wspólnych zainteresowań muzycznych. Choć nie planowaliśmy jakiejś specjalnej rewolucji, ot, troche alternatywnego rocka w nowoczesnym wydaniu, z małą łyżką oldskulowych, sentymentalnych rozwiązań… Ponieważ pierwszy raz z publicznym graniem mieliśmy do czynienia obaj z Radkiem 25 lat temu przy współudziale właśnie Roberta Brylewskiego - to pewne analogie dźwiękowe muszą się wydać zrozumiałe i naturalne. Tak wogóle, niewiele przy tej płycie kombinowaliśmy, nie było takiej potrzeby - sprawy działy sie same z siebie… Teksty, czy już same tematy piosenek powodowały ból brzucha potencjalnych wydawców - “Czuje głód, wielki głód”, “Dawaj jakieś prochy, dzwoń po pogotowie”, “Outside of this society”, “Nie ma postawy bezpiecznej” - sformatowane twardodyskowe polskojęzyczne radio chyba by rozpadło się na kawałki gdyby wypuściło w eter piosenkę z takimi myślami. Dla publicznego radia tak, dla symetrii - okazaliśmy się poprostu za mało komercyjni… W polskiej piosence ma być durnowato, taką odgórnie podjęto decyzje, a biedny naród to kupuje. W radiu mają latać piosenki gdzie facet martwi się jak powiedzieć dziewczynie “że chce życ życiem towarzyskim”. Tragedia… Im głupiej, tym lepiej… No to ja mówie takiej sytuacji NIE, to dlatego powstał 52UM i to właśnie dlatego zdecydowalismy, że nowy album Brylewskiego i spółki - może i z undergroundu, może i za pieniądze spoza branży muzycznej - ale wyjdzie na światło dzienne wbrew zasadom jakie do tej pory obowiązywały na polskim rynku. I wyszedł… Jeszcze jest miejsce w Polsce na kompletnie odjechane, kulturotwórcze-romantyczne wydarzenia. 52UM to żywy przykład takiego czegoś.
- W Polsce niezmiernie rzadko mówi się o roli producenta we współczesnej muzyce…
- W kinie jest jeszcze gorzej, tylko w Polsce pierwsze nazwisko jakie się pojawia w napisach to nazwisko reżysera, wszedzie na świecie gdzie kino to poważna gospodarcza sprawa, a nie polityka i skok na kasę - pierwsze nazwisko w napisach to nazwisko producenta, czyli tego który wziął odpowiedzialność, zdobył budżet, ujarzmił materię - materie czegoś tak ulotnego jak film, ujażmił film łącznie z reżyserkiem, charakteryzatorką i kierownkiem planu, trojką statystów i dostwacą pizzy… (haahaaa)…
Lubie koncerty Kasi Nosowskiej, ale tak naprawde słucham tylko jednej jej plyty - tej którą wyprodukował Marcin Macuk- bo ma specyficzny smak … Na naszym albumie Marcin też dodał swoją dawke “smaku”… Ten smak narodzil sie w klawiszku produkcji włoskiej “Orla” który pare dni wcześniej został przyniesiony z wysypiska śmieci… Bo producent to ktoś kto daje “smak” muzyce, nawet wtedy jak nie bardzo jest z czego tą “zupe” uwarzyć… Mam szmergla na punkcie produkcji Ricka Rubina czy Billa Laswella, płyta z takim nazwiskiem kupowana jest przez przeze mnie bez względu na to jaki wykonawca ją firmuje. Widzę olbrzymia przyszłość dla roli producenta muzycznego w Polsce nie tylko w przestrzeni Eurowizji, jak to było do tej pory, ale i na rynku muzyki dla , nazwijmy to po imieniu - “wyrobionego” - słuchacza.
- Na czym konkretnie polegała Twoja rola jako producenta albumu 52UM?
- Wymyśliłem koncepcje albumu na podstawie szkicow kilku piosenek Konrada i Robina oraz własnej wiedzy na temat muzyki i świata jaki mnie otacza. Do mnie należało wybranie kierunku rozwoju tych piosenek, ich aranżacji, instrumentacji, wypracowanie ostatecznego brzmienia. Spora część utworów powstała wręcz w studio gdzie wycisnąłem z kolegów to i owo… Bardzo ważną fazą okazał się mastering zrobiony przez DJ Electrojaca. Jestem filmowcem, reżyserem, ale i troche scenarzystą - więc album 52UM konstruowałem na wzór filmowego scenariusza, z prologiem, z punktem zwrotnym akcji, z punktem kulminacyjnym, z zakończeniem, puentą i tego typu, stricte filmowymi chwytami. Chciałem, żeby obie płyty audio, czyli zarówno ta z piosenkami, jak i ta z remixami były swego rodzaju zamkniętymi opowieściami. Płyta dvd to zebrane w bradcastowych rozdzielczościach klipy jakie promują 52UM na U-Tube. Ta obrazkowa multimedialna opowieść ma dosyć smutne zakończenie… Taa, to może i nie jest wesoła płyta, ale dodaje energii, ma w sumie bardzo optymistyczny wydźwięk. Śmiejemy się, że zrobiliśmy tą muze dla siebie, tak, żeby znowu posłuchać “coś” z polskim tekstem… Jest w Polsce troche ludzi którzy “weszli” w tą naszą konwencje, bardzo nas to cieszy.
- Gdzie nagrywaliscie plyte?
- Szkice powstawały wszedzie, także np. na łódce płynącej po mazurskim jeziorze, hahahaaa…. Zasadnicze centrum dowodzenia skonstruowaliśmy jednak bliżej mojego domu - w Sosnowcu, nieopodal Katowic. Mieszkam niedaleko, a personel “Naknaks Studio” nie jest mi obcy - była to max trafna decyzja.
“Naknaks” jest cześcią niezwykłego kompleksu artystowskiego, nieporównywalnego z czymkolwiek co do tej pory mieliśmy okazję spotkać w Polsce. Sosnowiec to nie jest jakieś bardzo duże miasto, ale to właśnie tam, na ulicy (nomen omen) Partyzantów w podziemiach Wyższej Szkoły Ekologii mieści się klkadziesiąt sal prób, kilka studiow nagraniowych, 50 zespołów, 250 muzyków… Obok siebie w totalnym porozumieniu żyją folkowcy, rock”n”rollowcy, punkrockowcy, metalowcy, są ze trzy bandy ska, kilka sound systemów. Brylu np.bardzo sympatycznie wymiekł jak musieliśmy poczekać na rozpoczęcie sesji bo przeciągała się robota załogi ze Środkowej Afryki, a później, już po naszych nagraniach do studia pakowali sie muzycy z prosto z Bałkanów… To w tych sympatycznych lochach, pieszczotliwie nazywanych przez nas “U-bootem” powstawał album 52UM. W tym samym czasie pare pakamer dalej pracowała też nad swoją płytą popularna popowa grupa FEEL, czy hard core”owy Frontside… Niezwykła energia tego miejsca napewno też miała wpływ i na moje myślenie o naszej muzyce… Ciesze się, że mam taki ośrodek koło domu, martwie się bo cała ta konstrukcja wisi na max cieniutkich włoskach, nie ma wsparcia z żadnej oficjalnej strony, a instytucji które statutowo powinny wspierać tego typu inicjatywy - dookoła co niemiara…
- W necie można odnaleźć informacje, że album remixowy 52UM to dzieło laureatów prestiżowego konkursu Red Bull’a - Dj Cybucha i DJ Electrojaca - plotka głosi ze jesteście w trojkę kolegami z podstawówki…
- To prawda, znamy sie od dziecka… Pochodzimy z Jastrzebia Zdroju, wyjątkowego zwłaszcza w latach 80-tych miasta walki z komuną i późniejszych wolnościowych, solidarnościowych porozumień. Nikt z nas już tam nie mieszka, ale mamy do tego miejsca i czasów dorastania wielki sentyment. Tam własnie organizowaliśmy środowiskowe anarchizujące koncerty dzięki którym poznaliśmy się z Robertem Brylewskim, z Konradem Januszkiem… Na albumie 52UM jest jeszcze wiecej przedstawicieli Jastrzebskiej diaspory hahahaahaaaa… Mieliśmy tam bardzo mocne muzyczne środowisko, kilka zespołów, kilkunastu mocnych zawodników - trzymamy ze sobą kontakt do dziś. Nikt z nas tak naprawde nie żyje z muzykowania, ale wszyscy mamy z muzyką coś wspólnego - Electrojac udźwiękawia filmy Machulskiego i najbardziej wypasione polskie reklamy TV, Cybuch jest moim zdaniem najwybtniejszym współczesnym specjalistą od tanecznej muzyki elektronicznej polskiego pochodzenia (od 20 lat mieszka w Wiedniu - ma tam znakomite studio), ja taśmowo robię klipy…
- No własnie - taśmowo robisz klipy. To dosyć szokująca sytuacja, że niepromowana nigdzie poza internetem, niezależna kapela ma 17 klipow na poziomie jaki zaskoczyłby niejednego pupilka “majorsów”. Takiej rozrzutności nie było do tej pory w Polsce, na świecie też rzadko się to zdarza - jak doszło do aż takiej produkcji? Mówi się też o Tobie jako jednym z najbardziej płodnych polskich twórców wideoklipów…
- Mieszkam w Bedzinie, 10 min jazdy autem od katowickiego “Spodka”, czyli tzw. aglomeracja górnośląska - niby duże zagęszczenie cywilizacyjne, kto wie, może i największe w tej cześci swiata… Jednocześnie od dziesiatków lat mój region traktowany jest poprostu jak kolonia, gdzie wpada się “z Polski” by wydrenować troche DOBRA. Nie ma miejsca na kulture dla Ślązaków. Zadecydowano juz przed wieloma laty, że ten region ma być dostarczycielem mięsa armatniego, a nie sytuacji ponadczasowych…. W związku z tym, że nie było tu rynku kultury, nie ma też i pracy dla filmowców. Przez 10 lat nie było tu żadnego studia postprodukcyjnego . Telewizje nic nie chciały zamawiać. Praktycznie wyemigrowałem za robotą jak większość facetów z sąsiedztwa. Dochodziło do takich paradoksów ze spotykałem się cyklicznie w gronie ślaskich filmowców ze śląskim klientem w Krakowskim studio postprodukcyjnym. Wytwórnie Filmów Fabularnych we Wrocławiu znam lepiej niż niejeden tamtejszy autochton, o warszawskich klimatach to juz nie wspomnę. Teraz niby coś się zmienia, pojawiło się Centrum Sztuki Filmowej, zobaczymy co będzie dalej… Mam sporą rodzinę na utrzymaniu - nie pracuję dla zaspokojenia ambicji rodziców, czy rozkręcania swojego ego - tylko poprostu dla pieniędzy - więc jedyną realnie dostępną formą zarabiania pieniędzy przez wiele lat w moim regionie było wyłącznie niezależne realizowanie wideoklipów w oparciu o współpracę z wydawcami a i samymi muzykami ktorych tu na Poludniu Polski troche jest. Zrobiłem przez 10 lat okolo 150-180 teledysków, epizodycznie także z zagranicznymi wykonawcami. Dorobiłem się po tych latach pracy nie tylko sporego doświadczenia i warsztatowej biegłości, ale i podstawowych emisyjnych gratów dzięki którym mogę działać całkowicie samodzielnie… Bardzo mi zależy na tym żeby móc pracować na Śląsku, lubie spać we własnym łóżku, chciałbym rano odprowadzać synka do pobliskiej szkoły. Tak naprawde bardzo mocno walczę o przetrwanie w materii która dopiero się tak naprawde w Polsce pojawia… Słyszałem taką opinię że robie te swoje klipy taśmowo, że robie dużo, duuużo i jeszcze więcej… Zappie też to mówili… Prinsowi… Dobre towarzystwo. Jak każdy śląski chłop mam robote we krwi, nikt mi nie bedzie ograniczał możliwości twórczej ekspresji. Ja poprostu chce robić dużo i wiem jak to się robi - bo to też jest pewnego rodzaju umiejętność… Muzyka jest dla mnie podstawowym źródłem inspiracji, ja poprzez te klipy opowiadam też swoje własne historie, czasem można je opowiedzieć przy pomocy jednej pracy, łatwiej jednak przy pomocy kilku klipów - to chyba właśnie dlatego charakteryzuje mnie taka działalność seryjna… Teledyski 52UM zebrane na naszej plycie DVD przyszły mi stosunkowo łatwo, bo w końcu to też są moje własne piosenki, w mojej poetyce, opowiadające o sprawach które są moimi sprawami - to przecierz zrozumiałe, że w takich warunkach pracuje się łatwiej. Wiedzieliśmy, że jako kapela bez wydawcy, bez managera nie dostaniemy się do MTV, czy Vivy - nasze klipy żyją w necie i są niesłychanie ważnym elementem życia naszego zespołu. Żeby dać im szanse przetrwania w innej niz U-Tubowej rzeczywistości - zebrałem je na oddzielnej płycie, płycie dvd uzupełniającej album. Jednocześnie tak jak i nasze piosenki - ułożyłem te wszystkie klipy w pewna myślową konstrukcję, troche inną niż na albumie audio (dvd 52UM zawiera klipy do wszystkich piosenek zespołu, a także 3 klipy do wersji remixowych) - prowadzących jednakże do tej samej tezy.
- Co to za teza?
- Hmmm, to strasznie trudne pytanie. Piosenki dotyczą kilku istotnych od zawsze dla nas spraw, oczywiście odwiecznej wojny między dobrem a złem, bo to poprostu od zawsze najbardziej frapujący temat… Okładka albumu nie jest przypadkowa. Średniowieczna symbolika zakonów rycerskich, ale i tych - poszukujących kamienia filozoficznego… To pewnie troche korba wynikajaca z faktu że mieszkam pod średniowiecznym zamkiem i czuje się związany z rycerskim bractwem nietylko poprzez faktury vat… Tak poważnie to w trakcie realizacji projektu często rozmawialiśmy o tym, że ten prosty czarnobiały świat średniowiecza z jego kodeksami i etyką rycerską to niedoceniona wielka zdobycz cywilizacyjna. Amerykanie tego w sobie nie mają i za żadne pieniądze sobie nie kupią, my zaś czasem wogóle nie zdajemy sobie sprawy z bogactwa naszego dziedzictwa…. Ta płyta ma też optymistyczny wydźwięk dla nas jako Polaków, w zupełnie innym kontekście - bardzo chciałem przypomniec sobie i swojej publiczności o tym, że coś tu się stało 20 lat temu, że było to coś niezwykłego i miało wpływ na bieg historii i to nie tylko historii naszego narodu… Myśle że możemy być dumni ze swojej postawy, bo coś nam się tutaj poprostu udało… 52UM to zespół walczący, ale to już nie są czasy the Clash, czy nawet Dezertera lat 80-tych, dziś jakby o co innego trzeba zabiegać… Mamy już wolność, trzeba się teraz nauczyć z tej wolności korzystać, to o tym “też” śpiewa nasza grupa. Gdybym umiał tematy naszych piosenek uprościć do kilku żołnierskich zdań, co przychodzi mi z wielkim trudem, powiedziałbym, że śpiewamy o tym że “narkotyk czarci dotyk”… 52UM mówi też że “miłosc, przyjaźń i muzyka” zwycięży nawet bez zbierania kasy na sprzęt medyczny… “Ze w życiu najważniejsi są kumple”, hahahaaa … Błagam, nie każcie mi już więcej analizować własnej twórczości, niepotrafie… Przyjdźcie na koncert…
- Jak sie pracuje z tak dużą grupą ludzi?
- To duża grupa wyłacznie jak na polski rynek muzyczny, duża - wiec nietypowa. Na świecie takich interdyscyplinarnych załóg wspieranych z publicznych i niepublicznych środków jest mnóstwo. Bardzo lubie amerykanów z The Residents, cała sterta prac, 30 lat ciagle na najwyższych obrotach - teatr, mzyka, wideo, animacja, multimedialność, nieprawdopodobna plastyka…. W końcu zaczeli sie podpisywać pod projektami jako “Cryptic Corporation”. Słuchałem w amerykańskim radiu rozmowe z perkusistą kiedy odszedł z zespołu po wielu latach współpracy - powiedział ze ta korporacja juz go przerosła, przestał panowac nad swoimi pracami. Nasza korporacja działa bardzo sprawnie, o wiele skromniej niż The Residents, ale tez działa, i też sie rozrasta - jak przestanie działać bo sie za bardzo rozrosnie - podam sie do dymisji. A tak poważnie - każdy mój projekt zaczyna się od kartki papieru i pomysłu w mojej głowie, potem dostawiam do tego budżet i współpracowników. Bywa że przy filmowych projektach pracuje ze mną jeszcze wieksza grupa, np. przy 4 minutowym klipie Jose Torresa dla RMF-u - ekipa liczyla 50 osob, w reklamie ekipa bywa zwykle jeszcze większa… Moja codzienna praca polega na opanowywaniu sporych grup ludzkich i ukierunkowaniu ich działań. Tak się robi każdy film, każdy projekt wideo. Nie jest istotna liczebność grupy, lecz raczej jakość tego co jest owocem współpracy… Nie jestem typem tenisisty, sport w którym zawodowo uczestnicze to raczej drużynowa sytuacja - piłka nożna, lub może nawet bardziej hokej - szybciej się trzeba ruszać i przestrzegać nieco twardszych reguł niż na murawie. Polacy od zawsze mają smykałe do działań zespołowych, jako grupa jesteśmy tego żywym przykładem. Mysle że mozna sie po nas wiele spodziewać, łacznie z przewrotem politycznym w kraju, hahahaaa….Mało kto wie, że moje najblizsze “Ziomy” - perkusista 52UM Michał Leks jest także montazystą, basista Rafik Miciński - dżwiękowcem - pracujemy razem nie tylko na scenie. Generalnie to zawsze mozemy zagrać niezłą potańcówke w trio i do tego w tym samym czasie pyknąć dwa filmy z wesela.
- Jako 52UM kreujecie sie na ikone rynku niezależnego w Polsce, a przeciez takie eksperymenty dystrybucyjne były juz w Polsce wcześniej. Jak więc rozumiesz istotę waszej niezależności
- To co mnie zawodowo najbardziej kręci to relacje pomiedzy nadawcą a odbiornikami. Jestem filmowcem, to chyba naturalne, że intersuje mnie kreacja skierowana do otwartej, szerokiej widowni. Z muzyką jest bardzo podobnie - z jednej strony zależy mi na oryginalnej, osobistej propozycji, z drugiej zaś zespół tworzy dla ludzi - nie dla siebie. Nasza przeszłość, charakter formy z jaką do tej pory mieliśmy do czynienia i w jakiej udaje nam się osiagać “jakieś tam” artystyczne sukcesy wymagała skorzystania z jednej strony z języka rocka, z drugiej zaś - pewnej określonej - kontestujacej rzeczywistość postawy. Z takim podejściem nie ma co liczyć na “owocną” współpracę z firma fonograficzną czy mediami… Te duże firmy poprostu negują taką formę komunikatu, a w zasadzie nawet sam komunikat jako taki. Na zasadzie wyuczonych odruchów “pies pawłowa” reaguje absolutnie przewidywalnie. Sprzedają nam muzyke wg tych samych zasad co sprzedaje się batoniki czy pigułki na kaszel - czyli jak inne produkty z branży FMCG (tzw.produktów szybkozbywalnych). Dla mnie takie podejście do muzyki wyklucza muzykę jako taką. Nie byłbym w stanie wyprodukować albumu 52UM inaczej niż tak jak powstał-czyli na własne ryzyko i bez jakichkolwiek artystycznych kompromisów. Małe firmy fonograficzne nie miały nam nic do zaproponowania, wiec uznaliśmy, że bacząc na nasz wiek, na dotychczasowe dokonania i życiową drogę - w zasadzie możemy odważyć sie na absolutnie niezależne, czyli absolutnie własne wydawnictwo. Nie mając firmy, stowarzyszenia, żadnej w zasadzie konstytucji prawnej. Pomogła nam “Fundacja dla Śląska”, która objeła nad nami jakąś taką podstawową prawną opiekę, pomogli starzy znajomi “ze styropianu” Rockers Publisching - wprowadzajac albumy do sklepów. Kasa na projekt w sensie dosłownym spadła z nieba, resztę pożyczyli dobrzy ludzie - udało się, i bez względu na to czy sprzeda się tylko te 1000 numerowanych sztuk albumu, czy sprzedamy ich setki tysięcy - nie ważne - sukcesem już jest fakt że album “jest” i że powstał mimo wszystkich przeciwności jakie na nas spadły… i to zarówno na etapie 7 lat pisania piosenek w duecie Brylewski/Januszek, jak i tych 2 lat kiedy do duetu podłączył sie Paweł Bogocz z grupą swoich 40-t rozbójników i zrobił płyte… Myśle, że będzie się więcej ukazywało podobnych projektów, bo na zachodzie to norma. Ciężko jest być pionierem, bo na własnych błędach niestety utrzeba się uczyć, ale też nie zastanawialiśmy sie nad tym długo. Dla wielu kapel sukcesem jest tzw.”złota płyta”, my naprawde niezmiernie cieszymy się z tego naszego tysiąca egzemplarzy. Oczywiscie, że to zalatuje olbrzymim ryzykiem, ze swądem zwykłej plajty w tle - ale w tych kwestiach naprawdę nie ma mowy o kompromisach. Moge się nagiąć do klientów robiąc reklamę, ale robiąc coś swojego, tak naprawdę od serca - no nie dam rady. Newątpliwie samodzielny sposób finasowania miał olbrzymi wpływ na arystyczną wizje. Czasami czułem braki, jak naprzykład wtedy, gdy zorientowalismy się, że trzon zdjęć będzie miał miejsce w piwnicznym korytarzu przed studiem “Naknaks” bo poprostu nie ma kasy na benzynę żeby odjechać gdzieś dalej, hahahaaa….. Bardzo lubię ten korytarz, ciesze się że nie mieliśmy wtedy tej benzyny. Czułem się czasem jak dokumentalista - łapałem w wielka siatkę emocje jakie nad nami fruwały i ściskałem je w zerojedynkowe pakiety. Sama praca na postprodukcji była już w zasadzie czystą przyjemnością. Wiekim naszym sukcesem było odkrycie i wykorzystanie w naszych pracach video - darmowego porogramowania wywodzacego się z ”U Buntu - Linux for the human beigs”… Takie otwarte oprogramowanie wspierane jest przez liczne instytucje unii europejskiej - trzeba tylko umiejetnie wykorzystać rodzącą się sytuację. Sprzęt umożliwający realizację zdjęć jest coraz tańszy, oprogramowanie postprodukcyjne równierz - dziś można tworzyć filmy bez dotacji politycznymi pieniedzmi ze strony urzędników, a my jesteśmy tego realnym przykładem. Wystarczy jakaś kamera, komputer, telefon, paru dobrych znajomych, odrobina dobrych chęci i potrzeba gimnastyki szarych komórek… Ludzie nie chcą czytać, chcą oglądać - powstaje więcej filmowych form niż kiedykolwiek wcześniej w Polsce a jestem wolnym strzelcem 10 lat… Spodziewam się internetowej erupcji filmowej w ciągu najbliższych kilku lat - czekam wręcz na ten desant wolnych strzelców, desant na dusze i serca widzów. Pytanie brzmi “kiedy to nastapi?” - bo to że nastąpi to fakt niepodważalny.
- Jaką przewidujesz przyszłość dla swojej grupy? Czy 52UM będzie koncertował? nagrywał? Narazie ostro zadebiutowaliście, ale czy są szanse na przetrwanie tak zwariowanego projektu?
- Ja oczywiście bardzo bym chciał kontynować prace z tą grupą. Mamy już sporo kompozycji na następny album, nie wejdziemy jednak do studia dopuki nie spłacimy długu z poprzedniej sesji hahahaaa… Nie jest nam łatwo - jesteśmy zpoza branży - wiec nikt nam w niczym nie pomoże, niczego nie załatwi. Muzyka w Polsce tak naprawde mało kogo już interesuje, najwieksze i najambitniejsze (ponoć) rockowe festiwale działają pod dyktando sponsorów których produkty dają wręcz tym festiwalom nazwy… i tak mamy qasi artystyczną akcje tworzoną pod wpływem marki piwa, czy też środka do odstraszania komarów - media to oczywiście kupują bo jak mawiał szef nazistowskiej propagandy Goebels -”kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje sie prawdą”… Strasznie łatwo jest utonąć w czeluściach miernych, fałszywych propozycji. Mamy też poprostu jako 52UM spory skład osobowy, 7-9 muzyków - dużo gratów - więc i spore transportowe koszty… Nie zapominajcie, że Brylu to tak naprawde Gdańsk, Radek Januszek Waraszawa, ja mieszkam na Śląsku a ultra ważny w tym wszystkim zawodnik - DJ Cybuch - mieszka w Wiedniu. Nie jest nam łatwo spotkać się na Wielkanoc, czy Sylwestra a co dopiero na próbie, czy na na koncercie. Mimo to z optymizmem patrzę w przyszłość, mamy właśnie w promocji swój własny, max kozacki album, wyprodukowany na poziomie nieosiagalnym dla wielu podobnych nam środowisk tej części świata - będzie się sprzedawał latami i świadczył o poziomie intelektu odłamu polskiego pewnej ogólnoświatowej muzyczno-kulturowej sytuacji i tyle… A może w końcu znajdzie sie jakiś biznesowy partner który bedzie chciał “z nami” a nie “na nas” zarabiać, kto wie? A może znajdziemy managera? Nie mam pojecia co nas czeka w przyszłości, wiem tylko że czekam na to i z pokorą przyjmę wszystko, obojętnie co tam nam los przyniesie. Co do możliwości rozpadu grupy 52UM, hmm, sporą frakcją znamy się po 20 lat i dłużej, nie odnajdywaliśmy się przez portal “Nasza klasa” bo nigdy tak naprawde nie straciliśmy ze sobą kontaktu. Nie wiem co by się musiało wydarzyć zebyśmy przestali ze soba wspołpracować w tej czy innej formie, to w zasadzie niemożliwe. Nasze muzyczne działania traktowałbym na zasadzie czegoś organicznego, czegoś co odkryłem też u muzyków innej, nieco starszej, ale bardzo podobnej do nas kapeli. Mam tu na myśli górniczą orkiestre dętą kopalini “Wujek” - chodzę ostatnio trochę na pogrzeby gdzie oni najcześciej grają… Ci dęciarze generalnie mają bardzo podobne podejście do grania jak my, w sumie “rolingstonsi” też takie mają - wszyscy jak jeden mąż chcemy ” … kitować na scenie” - bo muzyka to choroba jest, nieuleczalna.
Rozmawiał Antoni Maczkiewicz
