Konrad Januszek
04 10 2008

Przegląd lekarski
Życie jak muzyka…
Muzykę kochał od zawsze, ale dopiero trudny początek lat 80. w rodzinnym Olkuszu sprawił, że rock stał się dla niego sposobem na życie, formą komunikacji i w końcu rodzajem sita pomagającego odsiać ziarno od plew. Konrad Januszek, chirurg Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie wciąż pisze teksty, komponuje, śpiewa, gra na gitarze, perkusji, saksofonie i wspólnie z przyjaciółmi wydaje płyty.
Korzenie
Uważa, że miał szczęście. W odpowiednim czasie i miejscu zetknął się z odpowiednimi ludźmi.
- W liceum w Olkuszu znalazłem wielu przyjaciół na całe życie – mówi doktor Januszek. – Połączyły nas wtedy wspólne poglądy i wspólne pasje. W szarym, beznadziejnym świecie pojawiła się „Solidarność”, powiało nadzieją, a potem znów niestety beznadziejnością… Rozpierała nas wówczas wręcz organiczna potrzeba wypowiedzi, której naturalne ujscie znalazło się w muzyce. Założyliśmy alternatywną formację CRi du Chat, czyli Krzyk Kota. To nazwa zespołu genetycznego. Małe dzieci dotknięte tym defektem płaczą w sposób przypominający do złudzenia koci wrzask. Tak się właśnie czuliśmy. Byliśmy „dotknięci”, bez żadnej własnej winy, „zespołem polskiej rzeczywistości”.
Zaczynali od prostych kompozycji. Brak wykształcenia muzycznego zastąpili wiarą w skuteczność tej formy wypowiedzi. Postawili na opozycyjne, buntownicze teksty dotykające wartości egzystencjalnych.
- Nie przejmowaliśmy się specjalnie, że nie jesteśmy wirtuozami – wspomina Konrad Januszek. – Rock nie jest pod tym względem szczególnie wymagający. W tym czasie wielu muzyków na świecie zaczynało bez profesjonalnego przygotowania i ich kariery są dowodem, że nie było ono wcale niezbędne. Uważaliśmy, że piękno tkwi w prostocie i nie trzeba mieć za sobą lat ćwiczeń, żeby grać piękne rzeczy. Chcieliśmy stworzyć coś nowego, świeżego i innego. Nie byłoby to chyba możliwe, gdybyśmy posiedli wielkie umiejętności akademickie, które, niczego im nie ujmując, zamykają jednak w pewnych schematach.
Pasja
Na pytanie, co najbardziej pasjonuje go w muzyce, Konrad Januszek odpowiada zdecydowanie: współdziałanie z przyjaciółmi, z którymi gra w zespole, komunikowanie się za pomocą instrumentów, rozmowa gitary z perkusją. To jedno się nie zmieniło, mimo, iż zmieniały się formacje, w których grał, śpiewał i komponował. Po CRi du Chat były, wciąż jeszcze w Olkuszu, zespoły Ściek i Wyzysk. Były także próby komunikacji z szerszą publicznością, np. wyjazd do Jarocina w 1984 r. na Festiwal Muzyki Alternatywnej.
- Poznaliśmy wtedy wielu muzyków z innych miast, w tym Pawła Bogocza. Wspólnie z nim i z Robertem Brylewskim gramy w zespole 52UM i właśnie wydajemy debiutancki album – wyjaśnia.
Robert Brylewski to żywa legenda polskiej muzyki. Zakładał i współtworzył tak ważne dla polskiego rocka zespoły jak: KRYZYS, BRYGADA KRYZYS, IZRAEL, ARMIA. Paweł Bogocz jest z kolei niezależnym dziennikarzem i reżyserem telewizyjnym. To dzięki jego zaangażowaniu i niezwykłym talentom udało nam się zbliżyć do wydawnictwa i zrealizować ten projekt. W latach 80 był liderem alternatywnej formacji KASAYA, a także wokalistą zespołów GEHENNA, I love, Atomkraft Nein Danke.
Konrad Januszek nie ukrywa, że trudno mu opowiadać o swoim najnowszym „dziecku”, jako że w dużej mierze jest autorem tekstów 52UM, podkreśla jednak, że przesłanie zawarte na dwóch płytach CD i płycie DVD opiera się na krytycznej ocenie aktualnej rzeczywistości i nawiązaniu do nie spełnionych marzeń z okresu olkuskiej młodości.
- Nasz przekaz koncentruje się na takich wartościach, jak miłość, przyjaźń i zaufanie, które oznaczają w naszym pojęciu zupełnie coś innego, niż mogłoby wynikać z obrazu prezentowanego przez współczesne media i akceptowanego bez zastrzeżeń przez większość – ocenia. – Z drugiej strony jest i powiew optymizmu. Nie sposób kwestionować polskiego sukcesu, który, choć może nie jest odczuwalny we wszystkich środowiskach, np. w środowisku medycznym, to jednak istnieje i jest faktem.
Dojrzewanie
Po maturze Konrad Januszek wyjechał z Olkusza na studia w Śląskiej Akademii Medycznej. Wytyczył sobie drogę zawodową – celem miała być neurologia teoretyczna. Życie, jak zwykle, skorygowało te plany.
- Po studiach wróciłem do Olkusza na staż – wspomina doktor. – I podobnie jak kilka lat wcześniej w liceum, tak później w szpitalu spotkałem ludzi, którzy zmienili moje życie. Trafiłem na wspaniałych lekarzy, moich niezapomnianych nauczycieli, którzy zarazili mnie chirurgią do tego stopnia, że zapomniałem o neurologii teoretycznej. Zrobiłem więc specjalizację z chirurgii. Jakiś czas później miałem jednak już dosyć… Lekarz w szpitalu powiatowym nie ma lekkiego życia, a jest ono tym cięższe, że brakuje jakichkolwiek perspektyw i widoków na zmianę. Pożegnałem się więc z medycyną. Wyjechałem do Warszawy i rozpocząłem pracę w firmie farmaceutycznej.
Lata pracy w farmacji wiele go nauczyły. Ponieważ notorycznie brakowało na wszystko czasu, trzeba było opanować sztukę zarządzania nim w taki sposób, aby „krótka kołdra” przykryła wszystkie ważne sprawy. Tu pojawiło się jednak pytanie o sprawy ważne i ważniejsze. Zaczęły się progi wyborów.
- W firmie farmaceutycznej trafiłem w wir współczesnego wariactwa – ocenia doktor. – Tempo życia uniemożliwiało zapanowanie nad realiami. Zacząłem tracić z oczu wiele osób i spraw, które były dla mnie istotne. Cierpiała na tym moja rodzina, moi przyjaciele i moja muzyka. W końcu zdecydowałem się na powrót do medycyny. Byłem wtedy u szczytu kariery w farmacji i zajmowałem pozycję, o której wielu lekarzy, pracujących w bardzo trudnych warunkach i zarabiających bardzo niewiele, mogło tylko pomarzyć. Znajomi nie byli w stanie zrozumieć mojej decyzji, doszukiwali się drugiego dna. A ja po prostu zrozumiałem, co jest w życiu naprawdę ważne. Dojrzałem.
Rock i medycyna
Nie tylko wrócił do medycyny. Planuje zrobienie kolejnej specjalizacji, tym razem z chirurgii plastycznej. Muzyka towarzyszy mu nadal i nieustannie zmienia jego podejście do życia.
- Muzyka uwrażliwia na piękno, na cierpienie, na wszystkie trudne sfery życia, dlatego idealnie wplata się w zawód lekarza – sądzi Konrad Januszek. – Moja praca nie pozwala na odcięcie się od myślenia o pacjentach z chwilą wyjścia ze szpitala. Nie da się tak po prostu uwolnić od silnych emocji. Bez muzyki byłbym także lekarzem, ale na pewno innym, niż obecnie. Dzisiaj nie potrafiłbym oddzielić grubą kreską świata pacjentów i szpitala od świata rodziny i przyjaciół. Wszyscy są po tej samej stronie i wszystkich traktuję tak samo. To muzyce zawdzięczam zrozumienie prostego, ale tylko pozornie, faktu, że najpierw jest się człowiekiem, a lekarzem dopiero potem.
Muzyka działa na medycynę, ale relacje obowiązują także w drugą stronę. To, co dzieje się w środowisku, wpływa na muzykę doktora i inspiruje jego teksty. Tak było na przykład z kryzysem zaufania do lekarzy, który nastąpił po zatrzymaniu przez CBA doktora Mirosława Garlickiego, kardiochirurga ze CSK MSWiA.
- To był fatalny okres w dziejach szpitala – wspomina doktor Januszek. – Koledzy mieli telefony na podsłuchach, ze szpitala zniknęła dokumentacja z leczenia pacjentów, nasi pacjenci byli wzywani na policje gdzie zadawano im sugerujące pytania o relacje z lekarzami, odium sprawy Garlickiego przeniosło się na wszystkich. Lekarz, któremu pacjent nie ufa, nie może leczyć, to proste. A wtedy wszyscy mieliśmy poczucie, że zaufanie pacjentów do lekarzy zostało podważone, poddane ciężkiej próbie. Nawet, jeśli przyjąć, że decyzja o zatrzymaniu była słuszna, nikt nie pomyślał o skutkach, jakie spowoduje ten jeden, jedyny przypadek.
Rock i rodzina
Muzyka jest wpisana w życie doktora Januszka. Także w życie rodzinne. Spotkania z przyjaciółmi często odbywają się na zasadzie wspólnego muzykowania.
- Czasem biorą w nim udział moi synowie, siedemnastoletni Piotr i czternastoletni Grzegorz – mówi doktor. – Mamy w domu mnóstwo instrumentów, na których chłopcy nieźle grają. Próbuję ich także zachęcić do komponowania. Nigdy nie mam poczucia, że muzyka zabiera mi cenny czas, który mógłbym poświęcić rodzinie. Moja rodzina także nie daje mi do zrozumienia, że tak to odczuwa. Jedno i drugie jest, obok mojej pracy, częścią i sensem mojego życia.
